Tak łatwo zapomnieć jak cudowny jest ten gofr, co go właśnie zjadłem. Jak bardzo cudowna woda, co ją właśnie piję. Cudowne ręce, dłonie, palce, klawiatura i komputer, na którym piszę te słowa. I ten śmierdzący bąk, co mi właśnie w pisaniu przeszkadza. I w ogóle wszystko cudowne, jeśli wszystkiemu na to pozwolić.

Albert Einstein mówił, że są dwa sposoby na przeżycie życia. Pierwszy: nic nie jest cudem. Drugi: wszystko jest cudem.

Taki wybór.

I dokonujemy go wciąż, nieustannie, w każdej chwili. Nie to, żebym zawsze wybierał drugi.

 

W ogóle to nieźle się daliśmy wkręcić. Że to wszystko jest normalne. Że to życie takie normalne.

Że gdzieś tam, kiedyś, czternaście miliardów lat temu według naszych obliczeń, było wielkie JEB! zwane wielkim wybuchem, potem powstały chmury molekularne, z tego gwiazdy, głównie łączące się na przeróżne sposoby atomy helu i wodoru, z tego przy okazji wyszło kilka planet, na przykład Ziemia, a że akurat warunki były sprzyjające to i jakieś formy życia w końcu też się na niej pojawiły, jakieś komórki, jakieś organizmy, cyk, cyk, kilka przypadkowych procesów ewolucyjnych i Beng! Jesteśmy.

Tak normalnie, przypadkowo. Jak to ładnie ktoś ujął, huragan przeszedł przez złomowisko i Beoning 787 Dreamliner gotowy.

Że normalne, że dwa mikro wszechświaty łączą się w jedną taką śmieszną komóreczkę, która się rozwija przez następne dziewięć miesięcy w nieskończenie zróżnicowanym, skomplikowanym układzie narządów, komórek, płynów, połączeń, atomów i pustki, uczuć i myśli, który nazywamy kobietą, a potem wychodzi taki robaczek, co wrzeszczy i wrzeszczy i robi kupę, gdzie popadnie, a dwadzieścia siedem lat później stuka palcami w klawiaturę komputera (a ten to też przesadzony jest, przetwarzacz informacji w postaci ciągów liczb, weź go zrozum), na ekranie cyfrowe literki łączą się w zdania, potem wkładam to do wirtualnej bazy danych dostępnej w zasadzie dla każdego i w jakiś nieokreślony czas później Ty, mój Drogi Cudzie, czytasz te słowa i w swojej nieskończonej cudowności i wyjątkowości nadajesz im sens, wedle swojego specyficznego aparatu zmysłowego, systemu pojęć i doświadczeń. I coś tam sobie o tym myślisz. I jakieś to uczucia w Tobie wywołuje.

Normalne. Ta, jasne.

W ogóle co to niby normalne? Ja sobie to wyobrażam tak, że ani grzeje, ani ziębi, że przechodzę obok tego normalnego obojętnie, bo myślę, że to normalne przecież, więc nie ma sensu się tym zajmować. I idę szukać czegoś ekscytującego, na przykład kłótni małżeństwa z mieszkania u góry, jakiejś nowej wojny w telewizji, czy czego tam.

A przecież nic nie jest normalne! Ani ja, ani Ty, ani ręka, noga, krzesło, niebo, gwiazdy, drzewa, ptaki, ogień. Ogień! To jest faza dopiero. Cuda! Cud tu, cud tam. Wszystko cud. Nawet plastik, nawet rzyg, nawet kupa. Nawet tępawi dresiarze i – o Jezusie – politycy, choć mi też trudno w to uwierzyć.

I nie dla jakichś swoich szczególnych właściwości to wszystko jest cudem. Jest cudowne, bo jest. Bo się dzieje. Bo nie jest tym, czym się wydaje. Bo jest wszystkim, czym chcesz, żeby było i jeszcze w chuj więcej, niż mógłbyś chcieć i przypuszczać.

I na tym cały żart polega z tymi cudami. Że szukamy nie wiadomo czego, jak przecież wszystko jest cudem. Jeśli chcesz.

I nie to, żeby te cuda są łatwe. Co to, to nie. Nierzadko z tej cudowności można umrzeć, nierzadko bolą tak, że trudno to wytrzymać i ostatnią rzeczą jaką się ten cud wydaje, to cud właśnie.

No i tak to, Drogi Cudzie. Te nasze ciała takie niesamowite, serce bijące, i oddech, wciąż, zawsze, co by się nie działo, oddech, świat tańczący w naszych płucach. Spoko, nie? I myśli, co tworzą całe wszechświaty, a tak często zasłaniają cuda, co pod nosem.

Spójrz w jakieś bliskie oczy. Przypatrz się dobrze. Te wszystkie wzory, kolory, czernie i biele. I te mgławice i chmury molekularne i gwiazdy, planety, cały kosmos, wszystko tam jest.

Widzisz? To siebie szukacie. A wystarczy nie uciekać.

Codzienne, zwyczajne cuda. Twoja mama, babcia, tata, ja, Ty, listonosz i pani ze sklepu, co się nie uśmiecha, jak jej mówisz dzień dobry.

Nie ma w tym niezwykłości. Może nawet nie ma prawdy. Ale to my o tym decydujemy. Chwila za chwilą.

 

P.S. A poza tym nauka mówi, że jesteśmy w 99,999 i coś tam procentach pustką. Bez kitu. I to, że gdy ktoś trzyma Cię za rękę i jego ręka nie miesza się z Twoją, nie przechodzi przez nią jak przez powietrze, czy tam płyn jakiś, bierze się tylko z tego, że elektrony tak szalenie pędzą, że tworzą iluzję, że jesteśmy czymś stałym. Serio.

I tak, gdzie nie spojrzysz: nieskończoność. Gdzie nie zwrócisz uwagę: nieskończoność. Nieskończona złożoność, piękno, cudowność. I to wszystko, cały świat, wciąż niewyjaśniony.

Cud? Nie cud?

Jak se chcesz.

W kategorii: Teksty Inspiracje

0 komentarzy do “Cud czy nie cud?”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

Teksty Inspiracje

Miłość

Noc. Tuż przed północą. Zadzwoniłem do rodziców. Zasypiali. Powiedziałem, że bardzo ich kocham. Wcześniej siedziałem na kanapie z półprzymkniętymi oczami. Gapiłem się w niebo. Widziałem gwiazdy przysłonięte chmurami. Zobaczyłem siebie w długim, nieskończonym rzędzie moich Read more...

Teksty Inspiracje

Ramki

Kim jesteśmy? Skąd się wzięliśmy? Po co? Wiadomo, że dla hajsu. I żeby być kimś. Kimś, kto pod naszą szerokością geograficzną, w naszej kulturze, epoce, będzie taki właśnie, jaki powinienem być. I wtedy zasłuży na Read more...

Teksty Inspiracje

Być w chwili

A mówili, że nie będzie burzy. Łazienki Królewskie. Zieleń jeszcze rozszalała, choć powoli już blednąca. Subtelny zapach kwiatów i świeżo skoszonej trawy. Gdzieś daleko w tle nigdy nie milknący krzyk miasta, ale na pierwszym planie Read more...