Holding. Tak to nazywamy w tradycji, w której pracuję – Possibility Management. Trzymanie.

Jest na to cała procedura – i jednocześnie nic prostszego.

Jedna osoba siada na ziemi i opiera się o ścianę, drzewo, coś, o co można się oprzeć i być wyprostowanym. Podwija jedno kolano. Druga trochę bokiem, trochę przodem, kładzie się tak, by głowę i twarz opierać o klatkę piersiową pierwszej osoby. Obie osoby obejmują się ramionami. Ma być bardzo wygodnie i luźno. Żadnego głaskania, szeptania, mówienia czegokolwiek. Po prostu holding – trzymanie. 10 minut jedna osoba. Czasem dłużej. Wystarczająco, żeby pędzące myśli mogły zwolnić, układ nerwowy mógł się uspokoić. Żeby rozluźnić spięte w strachu mięśnie i opaść w ramiona. Opaść w rozluźnienie (dla tych, którym się uda). Być może nawet rozluźnienie w czułości (ileż strachu wywołuje to słowo!). Potem zmiana.

Zwykle biorę ich z zaskoczenia.  Po jakiejś mocnej pracy z emocjami, na uspokojenie układu nerwowego. Ni stąd, ni zowąd, mówię im na pewniaka: teraz zrobimy holding – i tłumaczę i pokazuję. Wciąż jeszcze czuję strach, gdy to robię, ale już coraz mniej.

Oni patrzą po sobie, dobierają się w pary, zwykle też grają pewniaków – „nie, no jasne, no przecież, że holding, jasna sprawa!”, wydają się mówić bez słów.

W tym przypadku akurat kulturowe programowanie, że „co?! Ja nie zrobię?!” jest przydatne. Czasem tylko widzę przerażenie w oczach, którego nie udało się ukryć.

Są tacy, dla których to naprawdę nie jest problem, a wręcz norma i przyjemność – mało takich, ale są. Są też tacy, którzy otwarcie odmawiają – tych na szczęście jest jeszcze mniej.

Holding. Niby mała rzecz. A ile tam się wydarza!

Jeden z kilkudniowych warsztatów. Dzielimy się po kilkunastominutowym trzymaniu. Jeden z uczestników patrzy z niedowierzaniem, kręci głową. Widzę i czuję, że wydarzyło się dla niego coś potężnego.

– Boże – mówi – jakie to wspaniałe uczucie! Tak po prostu być w ramionach mężczyzny! Czułem się jak u mamy w ramionach! Tak… bezpiecznie, czule, tak pięknie… Tylko, że to nie mama, tylko inny mężczyzna. No, niesamowite… – po chwili pojawiają się łzy w jego oczach, głos się załamuje. – Ja… nie wiedziałem… Boże! A ja gejów biłem za to, że się przytulali do siebie!

Pierwszą reakcją kręgu był śmiech. Ale tak naprawdę to nie było i nie jest śmieszne. Ilu mężczyzn znęcało i znęca się psychicznie i fizycznie nad innymi mężczyznami za okazywanie czułości innym mężczyznom?

Ilu chłopców i mężczyzn wciąż tak bardzo jest przerażonych dotykiem drugiego mężczyzny, że bije. BIJE! Stosuje przemoc fizyczną wobec innych mężczyzn i chłopców?! Ilu chłopców i mężczyzn tak bardzo jest wciąż przerażonych byciem posądzonym o bycie gejem, ciotą itp., że jest dla niego zakazany czuły nieseksualny dotyk z drugim mężczyzną?

Z moim tatą przytulam się mniej niż 10 lat. Wcześniej, również jako małe dziecko czy nastolatek o przytulaniu, dotyku, czułości fizycznej czy jakiejkolwiek innej nie było mowy. Kilka lat temu byliśmy razem w kawiarni, rozmawialiśmy głęboko i szczerze. Gdy wychodziłem, chciałem się przytulić. On zaczął się wykręcać, spytałem o co chodzi. Powiedział, że lepiej nie, bo ostatnim razem jak się przytulał na pożegnanie z moim wujkiem na przystanku autobusowym w małej miejscowości, blisko której się wychowałem, grupka młodych mężczyzn obrzuciła ich wyzwiskami typu „pedały”.

Ilu mężczyzn czuje przerażenie przed dotykiem z drugim mężczyzną, bo może okazać się, że to mu się spodoba, że poczuje bliskość, połączenie, może nawet totalnie fizjologiczny przepływ pobudzenia ciała i to z kolei będzie oznaczać, że jest homoseksualistą? Ilu ojców nie brało w ramiona swoich synów, właśnie z takiego strachu, najczęściej nieuświadomionego? Ja tak miałem większość życia. Jakby bycie homoseksualistą było najgorszą rzeczą, która mogłaby mnie spotkać.

Czuję dużo wstydu, gdy to piszę. Dużo gniewu, jak bardzo jest to pojebane i ograniczające męskie relacje i absurdalne po prostu! Czuję bardzo dużo smutku, jak wiele straciłem bliskości w swoim życiu z bliskimi mi mężczyznami –  z przyjaciółmi, też z moimi braćmi i moim ojcem, z którymi nie miałem praktycznie żadnego kontaktu fizycznego poza walką i przepychankami. I czuję radość na to, jak bardzo się to zmienia – w życiu moim i innych.  Że kultura w wielu miejscach zmienia się potężnie.

I z jednej strony to MEGA WAŻNE, żeby w tym procesie nie przekraczać swoich granic i nie przytulać się, bo to teraz modne, czy powinno się przytulać, żeby być „nowym mężczyzną”. Dla mnie to naturalne, że są osoby, które potrzebują tego bardziej, inne mniej i łatwo też tutaj o nadużycia i „ezo” przesadę.

Z drugiej wciąż opada mi szczenna, gdy doświadczam swobody kontaktu fizycznego pomiędzy ludźmi, też mężczyznami, praktykującymi ruch/masaż itp., np. z ludźmi z „W Gruncie Ruchu”, Mocy Przygody czy np. patrząc na „Grupę performatywną Chłopaki”. Ja sam mimo ogromnej pracy i poszerzenia granic, wciąż mam dużo ograniczeń i blokad w tym temacie.


Wiesz ilu z mężczyzn na tych warsztatach po raz pierwszy w życiu doświadczyło takiego rodzaju nieseksualnej czułości, wsparcia od drugiego mężczyzny? Ja sam nie wiem, ale jestem przekonany, że większość z nich.

I słyszę takie coś od mężczyzny, że to pierwszy raz kiedy przytulał się z mężczyzną od 30 lat. Czasem dłużej. Większość z nich tak ma. Rozumiesz to?!

I odpala się cały proces z ojcem. Dlaczego on mnie nie przytulał?!

Często tam jest żal, gniew, ogromny smutek pod spodem.

Jako dzieci nasze ciała tego łakną. Nasze serca tego łakną. Nasza psychika, dusza.

Fizycznej czułości od naszych ojców, męskich opiekunów. Czuć fizycznie ich ciała przy naszym ciele. Pozwolić sobie opaść, być trzymanym, uspokoić emocje i układ nerwowy w męskich ramionach. Ale też w przepychankach, wrestlingu, zapasach! Ciała potrzebują czuć ciała jako podstawowy składnik naturalnego rozwoju człowieka.

Praktyka holdingu jest praktyką głęboko uzdrawiającą. Tę dziecięcą część, która nigdy nie zaznała tego, co było najbardziej podstawowym przejawem jej człowieczeństwa i ludzkich potrzeb.

Jestem dumny z tego, że gdy potrzebuję wsparcia, przytrzymania, proszę moich męskich przyjaciół o holding. Czasem usypiam w ich ramionach, tak bardzo jest to kojące. Jestem dumny, że o to proszę i że mam takich mężczyzn za przyjaciół.

I bardzo mocno mam żywy w pamięci moment, gdy poprosiłem mojego tatę, żeby zrobił mi holding na naszym pierwszym wspólnym biwaku w lesie. Wytłumaczyłem jak to się robi, on się zgodził. Siedział oparty o drzewo, a leżałem przytulony. Czułem w całym moim ciele jakbym chłonął coś, o czym moje ciało marzyło przez trzydzieści kilka lat. Piękne, mocne, uzdrawiające. Chciałbym, żeby każde dziecko (też dorosłe) mogło doświadczać tego ze swoim ojcem regularnie. Sam przytulam swojego syna jak często mogę.

Tak więc,

Bracie, przytul się!

W kategorii: Męskie sprawyRelacje

0 komentarzy do “BRACIE, PRZYTUL SIĘ!”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

INICJACJA

ZAGINIONA SZTUKA ŻAŁOBY

— „Jeśli nie opłakujemy tego, za czym tęsknimy, nie honorujemy tego, co kochamy. Jeśli nie opłakujemy tych, których straciliśmy, sami w jakiś sposób jesteśmy martwi.” Martin Prethel, Grief and Praise — Zanim zaczniesz czytać ten Read more...

INICJACJA

KORZENIE, PAMIĘĆ, SIEĆ ŻYCIA I NASI ZMARLI

KORZENIE, PAMIĘĆ, SIEĆ ŻYCIA I NASI ZMARLI Ostatnio oglądałem film o Simonie Kossak. Jest tam scena, w której Leszek pokazuje Simonie, że ścięte dziesiątki lat temu drzewo, wciąż żyje – wciąż ma w sobie życiodajne Read more...

Relacje

Dzień Dziecka

  „Chcesz uniknąć krytyki? Nic nie rób, nic nie mów, bądź nikim.” Arystoteles Z okazji Dnia Dziecka. Z tęsknoty za pełną ekspresją, ciekawością świata i eksperymentowania. Za głodem doświadczania i czucia mimo strachu. Za swobodnym Read more...