
Gdy już podjęliśmy konkretne kroki powrotu (kupione bilety, ogłosiłem już wydarzenie we wrześniu) mieliśmy rozmowę z tą samą osobą, która nam o Tonga powiedziała – Clintonem Callahanem, twórcą Possibility Management. Zapytał nas: dlaczego właściwie już chcecie wracać?
Nie mieliśmy na to żadnej dobrej odpowiedzi poza przypuszczeniem sięgającym ciała, że robimy to, bo tak trudno nam znieść intensywność tego doświadczenia.
Tak naprawdę dopiero powoli zaczynamy zbierać owoce wyprawy, która kosztowała nas wiele przed i w trakcie wyjazdu. Chcemy żeby to doświadczenie osadziło się choć trochę głębiej w nas. Żeby było budulcem fundamentów naszego życia, a nie przedłużonymi wakacjami.
Pewnie moglibyśmy zostać jeszcze dłużej (Clinton proponował rok, dwa, trzy lata :)) i na teraz mamy decyzję, że zostajemy do połowy listopada (wtedy na Tonga zaczyna się sezon huraganowy). Czy wtedy faktycznie wrócimy? Cała ta podróż jest jednym wielkim robieniem kolejnego kroku z chwili na chwilę, zmienianiem planów z wysoką częstotliwością i niszczeniem naszych wyobrażeń na temat tego, jak teraz będzie – pozytywnie i negatywnie (czego moja struktura psychologiczna raczej nie lubi).
Owoce w nas coraz bardziej dojrzałe, zbiory coraz bliżej, co oznacza, że chcemy dużo więcej pisać o tym, co tu odkrywamy.
—
A co my tu właściwie robimy?
Myślę, że przechodzimy coś na kształt uczłowieczenia. Urealnienia. Odczarowywania świata fantazji zaszczepionego nam przez trening cywilizacji i współczesnej globalnej kultury. I tak, chodzi tu o podstawy, fundamenty rzeczywistości i jej postrzegania.
Takie jak np. co jesz, skąd i jaki jest tego koszt (wytworzenia, opakowania, itp.) Co, gdzie i jak wydalasz i jakie to ma konsekwencje.
Czy wiesz co się dzieje z Twoimi śmieciami po tym, jak wyrzucisz je do eko-posegregowanych kubłów? Aż do samego końca? Serio pytam, jak nie wiesz, to wyzywam Cię, żebyś sprawdziła.
Tutaj nie mam wyjścia, żeby wiedzieć, bo albo wyrzucę je na stok góry, gdzie się piętrzą, albo je spalę (co się da spalić). Nie ma nikogo, kto mógłby uratować moją ignorancję.
Zanim pojawiły się tu metale i plastiki, każdy odpad był jedzeniem dla kogoś większego lub mniejszego w tym systemie. Śmieci nie istniały.
Tu to wcale nie abstrakcyjne eko-gadanie – to codzienność, którą trudno przeoczyć. Taka wyspa to mikro- środowisko, ognisko lupy, które kiedyś było prawie zamkniętym systemem.
I to jakiś tam przykład z wierzchołka tej podstawy.
Dużo tego. Też Relacyjnie. Dużo elementów, o których pisałem i więcej napiszę i sprowadza się to do wniosków, że
To całe życie na Ziemi (i kultury współzyjące z nim w balansie) – naprawdę było dość dobrze rozkminione (nie idealnie – nie bez minusów, czasem wielkich – dość dobrze, na tyle dobrze żeby żyć dobrym życiem , które podtrzymuje życie i jego rownowage) zanim to spierdoliliśmy. Myśląc że jesteśmy sprytniejsi od Boga (i często do tego jeszcze że stara książka o Bogu jest mądrzejsza od Natury).
(Wybacz wulgaryzm.)
To też pomniejszona historia skolonizowanego świata, która rozgrywa się na naszych oczach, gdy patrzymy jak rdzenni mieszkańcy powoli jeszcze i jednak nieubłaganie sprzedają doświadczenie i mądrość życia w zdrowej relacji z miejscem, na pieniądze, chińskie ułatwiacze życia, smartfony i dostęp do internetu z cennymi informacjami i możliwościami zmieszanymi z chłamem popkultury.
Jak wymieniają zdrowie i prostotę, na łatwość i ilość. Stare i sprawdzone sposoby życia na modernizm.
Tak jak my to kiedyś zrobiliśmy.
Wciąż to do mnie powraca z mocą od nowa w obserwacjach tutejszych ludzi i mnie samego – jak w imię ułatwienia życia, niszczymy życie.
I to w taki sposób, że trzeba się napracować, żeby to poczuć i zobaczyć.
—
Czy wiesz, że przeszłość nie zniknęła, świat ma szerszy kontekst niż nasze osobiste dobre samopoczucie i nie idziemy do przodu w odcięciu od nich do świetlanej przyszłości tylko dlatego, że tak mówią w szkole, telewizji i na spotkaniach guru od rozwoju osobistego?
—
To wszystko nic niezwykłego, wzniosłego. Ot, najbardziej zwykłe, powszechne i codzienne sprawy globalnego świata.
Powrót do rzeczywistości – być może o tym będzie kolejny tekst.
0 komentarzy do “DECYZJA O POZOSTANIU NA TONGA DŁUŻEJ”