LIST DO CIEBIE, MĘŻCZYZNO

—-
—-
Mężczyzno,
Piszę list do Ciebie. I do wszystkich mężczyzn, którzy chcą ten list przeczytać.
Piszę to, bo czuję, że pobudzony wulkan we mnie sapie niespokojnie i chce się wydostać.
Chcę żeby moje serce otworzyło się na głos czegoś dużo większego niż ja sam i żeby przemówiło do Twojego serca.
—-
—-
Gdy zagłębiam się w siebie naprawdę głęboko, to czuję ogromnie dużo wkurwu na Ciebie. To wkurw na wszystkich mężczyzn.
Czuję dużo gniewu z moim jeszcze nieprzepracowanych ran i relacji z ojcem, braćmi, kolegami i większością mężczyzn, których spotkałem w życiu.
Mam wkurw na całe niezliczone pokolenia, przede wszystkim białych mężczyzn pochodzenia europejskiego na to, że pozwolili i doprowadzili (świadomie i nieświadomie) do tego, ze jesteśmy teraz w miejscu szóstego wymierania gatunków.
Że tłamsili kobiety, gwałcili je i siebie, wynieśli umysł kosztem ciała, prowadzili wojny zabijając tak wiele istnień, odłączyli się od swoich ciał i natury, odłączyli się od życia i Przodków, Ziemi.
Że często z bogiem na ustach czynili niewysłowione okrucieństwa, na wymienianie których nie starczyło by wielu dni.
Że pozwolili na to wszystko, nawet jeśli nie brali czynnego w tym udziału.
Że pozwolili, żeby ludzkie życie stało się tak nieludzkie. I że siłą i przemocą rozprowadzili tę zarazę na cały świat. I na to, że ta trucizna od dziecka płynie w moim krwiobiegu.
Duża część mnie się go wstydzi. Bo co to o mnie świadczy?
A jednak mam ten wielki wkurw w swoim ciele i zazwyczaj go tłumię. Mam go i projektuję go na Ciebie (razem z całym moim nieprzepracowanym jeszcze gniewem i żalem na ojca i braci). I do tej pory zazwyczaj pozwalałem nieświadomie (lub świadomie), żeby oddalał mnie od Ciebie.
—-
—-
Też się Ciebie boję.
Bardzo boję się Ciebie. Że wbijesz mi nóż w plecy, że mnie wyśmiejesz, że będziesz ze mną rywalizować, zdradzisz mnie, odrzucisz, opuścisz, gdy będę Cię potrzebował najbardziej. Że obiecasz coś, a potem o tym zapomnisz, nie dotrzymasz słowa. Że będziesz tłamsić i negować we mnie to wszystko, co sam tłamsisz w sobie i przed czym uciekasz, a ja będę to samo robić z Tobą. Że będziesz chciał mnie zdominować, albo ja będę chciał zdominować Ciebie. Że będziesz próbował mną manipulować i używać mnie (subtelnie lub brutalnie) jak przedmiot do zaspokajania swoich narcystycznych potrzeb, a ja nie będę potrafił postawić Ci granic i zadbać o siebie przy Tobie. I boję się, że ja będę to samo robić z Tobą.
Boję się, że będę widział w Tobie swoją słabość, miałkość, swój bullshit, zwlekanie, brak zdecydowania, toporność, znieczulenie, brak wrażliwości. I tak często wolę uciec przed Tobą, żeby nie odbijać się w Tobie. Bo wciąż bardzo boję się słabości.
Nie chcę czuć tego, strachu więc wolę się na Ciebie wkurwiać! I jak bardzo chciałbym uciec przed Tobą!
—–
—–
I, Boże, jak bardzo tęskni za Tobą moje serce! Za Twoim staniem w swojej mocy, za Twoim pięknym Duchem, za Twoją wrażliwością, Twoimi darami, talentami, za Twoim połączeniem, mieczem, sercem, bezbronnością. Za Twoją prawdą mówioną głośno i z mocą. Za Twoim wsparciem, za Twoim silnym i wrażliwym ramieniem wspierającym moje! Za Twoim dotykiem, wierszem, czułością, bezbronnym sercem, które będzie dawało mi odwagę bym otwierał moje. Za Twoim mieczem, klarownością i szczerością, która może boleć, ale służy mojej duszy. Za tym, jak niezdarnie próbujesz pokazać swoją słabość. Za Twoją siłą fizyczną i rubasznym humorem, który idzie z trzewi a nie z ucieczki przed tym, co trudne. Za Twoją stabilną obecnością, spokojem, milczeniem i ciszą, na której mogę się oprzeć. Za Twoimi łzami, dziką furią, poruszającym świat śmiechem i odwagą, żeby czuć strach. Za Twoją boską nieidealnością, którą nie starasz się ukrywać za maskami.
I potrzebuję Cię. Tak bardzo mocno. I tęsknię za Tobą ogromnie. Jednocześnie wstydzę się tej potrzeby. Chcę przed tym uciekać i zapierać się nogami i rękami. Bo wolałbym tego nie chcieć. Tak bardzo wstydzę się mówić, że Cię potrzebuję, przyznawać się do tego, że w ogóle czegoś potrzebuję, a już najbardziej Ciebie.
Tak bardzo boję się do tego przyznać. Przed Tobą i sobą.
Boję się, że to pedalskie i teraz wszyscy będą patrzeć na mnie z niesmakiem. A może nawet to oznacza, że jestem homoseksualistą skoro tak mam (i tego też się boję i za ten strach, który krąży w moich żyłach od dziecka jestem wkurwiony na te wszystkie pokolenia mężczyzn przede mną).
Boję się, że zawiodę się na Tobie, a Ty zawiedziesz się na mnie. Że będziemy grać gierki. Udawać. Bawić się w chłopców i unikać swojej prawdy. I tak bardzo chcę czegoś innego!
Tak naprawdę to chyba staram się Ci powiedzieć, że Cię kocham i brakuje mi Ciebie.
—–
—–
Nie chcę być chłopcem. Nie chcę być narcyzem, bucem, odludkiem, życiowym aktorem, który dba tylko o to, żeby mu było dobrze, który jest zainteresowany tylko swoim nosem, potrzebami, ranami, żeby mu było wygodnie, komfortowo, który ucieka przed odpowiedzialnością i nie chce sprzątać swojego gówna, bo śmierdzi i niefajnie, a tym bardziej cudzego, bo niby dlaczego ja?!
Nie chcę.
I jednocześnie to tak mocno trzyma! To jest tak mocne wciąż we mnie.
Ja wiem, że nie dam rady sam. I moje programowanie mi mówi, że to frajerskie, że mówię, że nie dam rady. I że się odsłaniam i proszę. I chuj, ja i tak wiem, że nie dam rady sam. Może Ty dasz, choć myślę, że jeśli tak myślisz, to oszukujesz siebie. A poza tym, też czuję wtedy wkurw i smutek, bo gdy Ty dajesz radę sam, to ja nie mogę się na Tobie wspierać, ani budować swojej mocy wspierając Ciebie.
Nie damy rady sami, bo to jest zbyt duże.
TO JEST TAK DUŻE, ŻE ZABIJA ŻYCIE NA PLANECIE!
To jest TAK duże.
Więc stoję tu przed Tobą. W sposób, w którym na co dzień jestem ogromnie rzadko. I pewnie normalnie rzadko kiedy mnie takiego doświadczysz. Na krótką chwilę prawdziwy do kości. Nagi, słaby, bezbronny, oszukujący siebie, błądzący, zagubiony, niewiedzący. Z wielką Mocą w środku. Z płonącym Duchem. Z niezliczonymi talentami i mistrzowskimi umiejętnościami. Z ostrym mieczem przy boku i wielkim sercem, które kocha ogromnie i ogromnie boi się otwierać. Do granicy paraliżu boję się kochać i ufać, zwłaszcza Tobie. I jednocześnie jestem tu po to, żeby nauczyć się kochać i razem z Tobą tworzyć piękniejszy świat.
—-
—-
I proszę Cię. O Twoje zaangażowanie. O deklarowanie się do rzeczy, zanim będziesz wiedział jak je zrobić. O Twoją radykalną szczerość. O Twoją inicjatywę. O Twoją gotowość do skakania w nieznane. O Twoje branie radykalnej odpowiedzialności. O Twoją odwagę wchodzenia znowu w swoje rany, po to, żeby Twoje serce mogło bić ponownie. O pomoc w otwieraniu mojego serca. O Twoje bycie naprawdę i w pełni. O to, żebyś był przy mnie, kiedy będę uciekał i mi o tym mówił. Żebyś radykalnie szczerze nazywał mój bullshit i nie uciekał i nie walczył, gdy ja będę nazywał Twój. O to, żebyś był przy mnie, gdy będę siebie katował ostrym słowem i trzymał mnie za rękę, nawet jeśli ja będę zakładać maski i sabotować.
Żebyś skakał ze mną w nieznane i przeżywał najlepsze przygody w całej galaktyce. Żebyśmy razem odkrywali kobiecość w sobie i w kobietach, uczyli się jak ją wielbić, chronić, być dla niej czułym, wrażliwym i jedncześnie mocnym i stanowczym – trzymać dla niej przestrzeń i przez to stawać się mężczyzną, którego potrzebuje Ziemia.
Proszę Cię, żebyś pozwolił sobie poczuć gniew. Ten wielki wkurw, który czuje Twoje serce na to, co się dzieje w świecie. Rozpacz swoich ran, rozpacz Twojej miłości, którą zraniono. A potem rozpacz tego, co dzieje się z planetą i tak wielką częścią ludzkości.
Żebyś odważył się spotkać się ze swoimi największymi lękami i sięgał po zaginione części siebie, które są schowane za tymi lękami. I żebyś czuł tę dziką radość z życia. Z bycia człowiekiem, mężczyzną, w tym ciele, takimi, jakimi jesteśmy. I żebyś pomagał mi czuć to wszystko we mnie.
Żebyś sięgał po swoją moc i pomagał sięgać mi po swoją.
—-
—-
Chcę żebyś oddał swoje życie temu, co płonie w Twoim sercu, nawet jeśli nie masz pojęcia co to i jak to zrobić.
Chcę się Tobą inspirować, wspierać się na Tobie, chcę z Tobą płakać, wkurwiać, bać się, cieszyć się i przeżywać niesamowite przygody. Chcę brać od Ciebie siłę, żebym wracał do swojej kobiety, do swojego dziecka, do swoich projektów i był mężczyzną, partnerem, ojcem, który sprawia, że ten świat ma więcej miłości i piękna.
Chcę, żebyśmy wreszcie przestali rywalizować ze sobą, uciekać, unikać siebie i żebyśmy współtworzyli razem piękniejszy świat.
—-
—-
Tego chcę i o to Cię proszę. Tego chcę dla siebie. To bardzo dużo, wiem. Moje ego i konstrukcja psychologiczna jest tym przerażone. Moje mechanizmy obronne na samą myśl uruchamiają wszystkie najlepsze strategie przetrwania, zaprzeczenia i negacji („siedź tu sobie, przecież tu jest wygodnie i bezpiecznie, po co wymyślasz to wszystko, przecież to jest nierealne!”).
I jednocześnie zbyt długo oszukiwałem siebie, że chcę czegoś mniej niż to. Tego chce moje Serce. Tego chce moja Dusza. I wciąż uczę się nie oczekiwać od Ciebie, że to zrobisz.
Nie wiem, jak to zrobić. Nie mam najmniejszego pojęcia, jak to zrobić. Część mnie jest przerażona tym wszystkim, co napisałem i już tworzy w głowie historie, żeby to umniejszyć i zanegować.
Ale ja wiem, że sam tego nie zrobię. Potrzebuję Ciebie.
Potrzebuję mężczyzn, którzy też tego chcą. I za których słowami idą czyny.
I szukam takich mężczyzn, bo bardzo chcę wierzyć, że nie jestem w tym sam.
Z miłością,
Marcin
0 komentarzy do “LIST DO CIEBIE, MĘŻCZYZNO”