O STRASZNYCH DECYZJACH, KTÓRYCH CHCEMY

Pomyśl sobie, że miałabyś teraz zostawić całe swoje życie, wziąć tylko rodzinę i pojechać na wiele miesięcy z biletem w jedną stronę do jakiegoś dziwnego królestwa dosłownie na drugim końcu świata, którego prawie nikt nie zna i nie wie, gdzie jest, o którym prawie nic nie wiesz, w którym nie znasz nikogo i miałbyś to zrobić tylko dlatego, że człowiek, któremu ufasz powiedział Ci, że tam doświadczysz prawdziwego wioskowego życia, po czym odmówił wszelkich wyjaśnień dlaczego właśnie tam.
A, no i jeszcze miałabyś jechać tam z 1,5 rocznym dzieckiem.

Jak duży strach czujesz na tę myśl?

My zrobiliśmy to dlatego, że po słowach tego człowieka (Clintona Callahana – założyciela Possibility Management) poczuliśmy w naszych istotach niewyobrażalnie silny przepływ życia. Nie potrafiliśmy tego wytłumaczyć, ale wiedzieliśmy, że to jest TO. Że tego chcemy.

Tak zaczął się trwający prawie 1,5 roku proces przygotowań (przez cały ten czas granice Tonga były zamknięte ze względu na COVID).

Wiesz ile razy chciałem z tego zrezygnować? Ile razy szukałem wymówek, powodów, żeby jednak zostać, żeby nic nie zmieniać? Żeby może jednak pojechać do jakiegoś bardziej znanego, pewniejszego miejsca? Coś prostszego?

To było PRZERAŻAJĄCE! Tak totalnie. I moment kupowania biletów (drogich!), ten moment, kiedy wiesz, że to się dzieje naprawdę i NAPRAWDĘ to zrobicie! Ależ to był strach!

I myślę, że gdyby nie cała praca z emocjami, rozróżnianiem strachu i lęku i praktyką świadomego czucia, nie pojechalibyśmy w tę podróż. Na szczęście często w kryzysowych sytuacjach Beata pchała nas do przodu (czasem i ja też to robiłem ????) albo mniej się tego bała, albo była bardziej zmotywowana. Innym razem niezbędne były procesy emocjonalnego uzdrawiania lub po prostu ktoś kto trzymał przestrzeń na moje uczucia.

Ale to nie koniec.

Później, już na Tonga, wiele razy nasze kroki były krokami w niewiadomą. Na początku nie wiedzieliśmy nic, nie znaliśmy nikogo. Nasz strach (i poczucie życia w ciele) pokierował nas na najdalszy archipelag (Niuas – jeden z najbardziej odizolowanych archipelagów na świecie, gdzie nie ma ŻADNEJ infrastruktury dla turystów i gdzie byliśmy jedynymi białymi ludźmi, oprócz ludzi z jachtów schodzących do sklepu i na krótkie wycieczki).

Strach nam podpowiadał dokąd iść, a dokąd nie. Z kim rozmawiać, komu ufać, a do kogo lepiej się nie zbliżać.

Przez kilka tygodni zmagaliśmy się, rozbijaliśmy się o nasze oczekiwania i fantazje, nie ufano nam, wzięto nas nawet za handlarzy narkotyków, wyrzucono nas z domu itp. Wiele razy chcieliśmy uciekać, wracać, nie iść dalej. Wiele razy traciliśmy nadzieję, że ten cały wysiłek i ryzyko miało jakikolwiek sens. I wciąż robiliśmy kolejne kroki. Krok za krokiem. W niewiadomą.
Nie mając pojęcia, co przyniesie przypływ (fraza postaci granej przez Toma Hanksa z Cast Away).

I w końcu znaleźliśmy nasze miejsce – naszą wyspę, naszą wioskę, naszych ludzi.

Tam żyliśmy ich życiem – życiem rdzennych ludzi, starymi sposobami wciąż jeszcze będąc częścią Natury. Tam odkryłem zupełnie nowy wymiar i jakość świadomego strachu, który do tej pory objawiał mi się tylko w kontakcie ze sztukami walk. Gdy wspinałem się na drzewa po mandarynki i kokosy, gdy poruszałem się po ostrych i śliskich kamieniach rafy w nocy, gdy polowałem na szybkie i zwinne kraby o ostrych szczypcach.  Świadomy strach dawał mi skupienie na szczegółach, uważność, wyostrzone zmysły, obecność, skanowanie otoczenia.

Przez całą podróż (z okresami zwątpień, rezygnacji, braku wiary i kierunku) pozwalaliśmy kierować się strachem, nie wiedzieć, jaki jest nasz kolejny krok. Uczyliśmy się być w bezruchu dopóki to czuliśmy i ruszać, kiedy czuliśmy, żeby ruszyć. Bez większych planów, iść za impulsami, pozwolić, żeby życie rozwijało się przed nami.  I to, tam, na Tonga, zaprowadziło nas do miejsc, ludzi, sytuacji których nie moglibyśmy sobie wyśnić. Dostaliśmy wszystko to, o czym marzyliśmy i dużo, dużo więcej.

Wróciliśmy.

I teraz również strach towarzyszy nam przez większość czasu. Raz blokuje, gdy przed nim uciekamy, innym razem jest paliwem, nawigacją, medytacją.

Gdy kreujemy pod prąd naszym (i społecznym też!) przekonaniom o tym, jak prawilne życie rodziny powinno wyglądać. Wbrew obowiązującym scenariuszom na to jak „sukces” rodzinny wygląda i poszczególnych jej członków. Dużą częścią naszej nowej drogi, którą próbujemy iść, jest robić krok za krokiem. Impuls za impulsem. Tam, gdzie życie i poruszenie serca nas prowadzi. Z nawiasem ryzyka, że to droga tam może być wyboista, bolesna i pełna ślepych zaułków. Iść z intencją zmiany.

Iść tą drogą to iść krok w krok ze strachem (obok innych kompanów podróży, takich jak choćby radość z podążania za sercem, gniew by robić kolejne kroki mimo przeszkód i smutek, żeby nie tracić połączenia).

Jak nam to wychodzi? Ci, co podróżowali, wiedzą, że dużo łatwiej utrzymać ten stan w podróży niż po powrocie. No więc: różnie ???? Niełatwo. Czasem naprawdę nieźle. Nie poddajemy się.

Życie dba o to, żeby też już po powrocie obracać w niwecz nasze oczekiwania o tym, jak i co będzie i tworzyć miejsce na niewiadomą pełną życia.

I co jest jeszcze bardziej przerażające: gdy jesteśmy wierni swoim sercom, nasze kierunki na przyszłość wydają się tylko jeszcze bardziej radykalne (bliskie rdzenia). Jednocześnie w naszej opinii bardziej proste, bardziej ludzkie.

No więc robię ten warsztat („Bój się i rób!”), bo bardzo go teraz potrzebuję sam dla siebie:

Żeby iść drogą zmian, potrzebuję umieć iść ze strachem.

Przejdziemy się razem?


0 komentarzy do “O STRASZNYCH DECYZJACH, KTÓRYCH CHCEMY”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

Męskie sprawy

MONAR – spotkanie z ludźmi

Czasem prowadzę warsztaty w ośrodkach leczenia i terapii uzależnień stowarzyszenia MONAR. To, co uwielbiam tam najbardziej, to oglądanie społeczności terapeutycznych.   Wygląda to tak, że wszyscy domownicy siedzą w jednej sali, najlepiej w kole, i Read more...

Teksty Inspiracje

BYCIE W LESIE

Spałaś/eś kiedyś w górach? W lesie? Samemu przez dwie, trzy noce? Niesamowite przeżycie. Jedno z wspanialszych, jakich doświadczałem. Może zmienić życie. Mi zmienia za każdym razem, gdy to robię. To trzy dni bycia. Poza szlakami. Read more...

Teksty Inspiracje

Być nikim

– Najbardziej boję się być nikim. – mówi po francusku Christian. Kamera skierowana jest na jego twarz. Młodą, ciemną, przystojną. I wyraz jaki ma na twarzy i spojrzenie stemplują fakt, że Christian właśnie dotyka najgłębszych, Read more...