Tytuł jest kontrowersyjny i ostatnim razem, gdy go opublikowałem, wywołał falę sprzeciwu. Widocznie tak musi być. Uściślę: w mojej opinii w stawaniu się dorosłym mężczyzną (bo to mam na myśli pisząc “mężczyznę” — moją definicję dorosłości fizycznej, emocjonalnej, intelektualnej, duchowej) w pewnych aspektach mają wpływ na nas tylko inni mężczyźni, a w innych (zwłaszcza w pewnych obszarach naszego oszukiwania siebie) tylko kobiety (w innych dzieci, inne istoty, praca, itp). Zwłaszcza te, które z nami żyją na co dzień. Ten tekst jest o tych aspektach stawania się dorosłym, na które mają wpływ tylko kobiety.

 — -

Ten tekst dedykuję wszystkim Kobietom, które szczerze robią swoją robotę. Wszystkim Kobietom, które wysyłają swoich mężczyzn na warsztaty uczciwej pracy z emocjami, w tym do mnie. Oraz najbardziej mojej mocnej, cudownej i często niekomfortowej, ukochanej Beatce.
— -

Kilka lat temu, na treningu Laboratorium Możliwości:

Kobieta wybrała mnie jako przedstawiciela swojego nieobecnego męża, żeby zrobić swoją pracę z nim. W którymś momencie zaczęła na mnie krzyczeć. Po paru zdaniach stało się jasne, że już nie mówi o swoim małżeństwie, a ona sama już nie była sobą. Stała się cieniowym uosobieniem furii tysięcy, milionów, miliardów kobiet żyjących teraz i kiedyś — ich krzywd i ran. Stała się boginią Kali, która przyszła uciąć mi — jako przedstawicielowi wszystkich mężczyzn — głowę.
Płynął przez nią, przez jej głos, przez słowa, przez oczy — wkurwienie, nienawiść, pogarda. Tak jakby cały mrok tysięcy lat cierpienia skumulował się w czarnej burzy i mówił teraz przez nią do mnie, wreszcie mogąc być usłyszanym.

Burza przetaczała się przez nią. Krzyczała, syczała, pluła o gwałtach, przemocy, o niezdecydowaniu, o zamkniętych sercach, miotaniu się, uciekaniu od odpowiedzialności, odcięciu od czucia. O wiecznych chłopcach, nie wiedzących czego chcą, uciekających przed sobą i odpowiedzialnością za rodziny. O narcyzach, egoistach, pijakach. O tym, co robiliśmy i czego nie robiliśmy. Mówiła, a w tle wybuchały płaczem kobiety, które też były na tym warsztacie. Jedna po drugiej — najgłębszym rozpaczą, która rozdziera serce na kawałki.

Mobilizowałem całą swoją uwagę, obecność, żeby zostać w ciele i słuchać. To nie było łatwe. I czułem, że nie słucham dla siebie, tylko dla wszystkich mężczyzn i kobiet. Czułem w sobie moich męskich Przodków (tę ich część, która pasowała do opisu), a w niej moich Przodkiń (które z nimi się spotkały). Słyszałem. Łzy ciekły mi po twarzy, gdy czułem choć część tego wielkiego bólu, który krył się za tą pogardą, gniewem i nienawiścią.
Głębokiego bólu tego, co mogłoby być, a nie jest i nie było.

 — -

(To o czym piszę w tym tekście też działa w drugą stronę <rzadziej, ale też>. Kobiety mają swój cień i obszerne piwnice pełne mroku i swoją odpowiedzialność w tworzeniu krzywd wszystkich Istot. Są sytuacje, gdy to mężczyzna sięga po kobietę i czeka na nią, jej serce i świadomość. Ten tekst nie jest o tym.)

 — -

KOBIETY 

Kobiety robią swoją robotę w pracy z ponownym odzyskiwaniem kontaktu z ciałem, emocjami, duchem (to wielkie uogólnienie i uproszczenie — wiele kobiet tego nie robi, albo udaje, że robi. I wciąż — skala różnic jest ogromna!). Bardziej niż my, mężczyźni. Miały tak źle w świecie rządzonym przez mężczyzn, że niewiele do stracenia. Mężczyźni na pozór mają wiele do stracenia — pozycje, przywileje, władzę, rację, przede wszystkim wizerunek samych siebie — dlatego opór przed zmianą często jest tak duży. Usłyszałem ostatnio takie zdanie, że niewolnikom dużo łatwiej jest uciekać z systemu niż panom niewolników (bo im trudniej jest zobaczyć, że też są niewolnikami).

Kobiety odkrywają siebie, coraz bardziej czują, sięgają po moc z łona, serca, ciała. My, (choć zrobiliśmy kawał ogromnej roboty, za którą naprawdę możemy siebie docenić!! ), wciąż jesteśmy w tyle. Tak bardzo jeszcze rozpaczliwej chęci zachowania tego, co było.

W pracy warsztatowej jest to szczególnie widoczne. I prawda też jest taka, że na warsztaty łatwiej przychodzić kobietom niż mężczyznom.

 — -

CZĘSTY SCENARIUSZ:

Ona otwiera coraz bardziej swoją duszę, serce, łono i chce się spotkać. Otwiera się przed nim, staje naga i płonąca, wyciąga ręce, mówi: chodź, przyjdź do mnie. On jest zamknięty i broni tego zamknięcia, nieświadomy, co robi. Ona rozpacza, bo głęboko w środku przeczuwa wyraźnie, co mogłoby być między nimi, a nie jest.

Czuje w sercu, ze mogliby spotkać się jak dwa wszechświaty poznające siebie w miłości, w zabawie, w tworzeniu, w odpowiedzialności i ekstazie i bólach życia. (Czy to prawda? Gdyby poszli głębiej, jej cień również pokazałby się wyraźniej. Gdyby on poszedł głębiej, mogliby sprawdzić ile realności w jej przeczuciach).

I jednocześnie jej gniew mówi, że ma już dość czekania, aż on wejdzie pod swoją skorupę i dorośnie — ma dość znoszenia jego niezdecydowania, udawania, że jest jej dobrze, zmniejszania siebie, żeby móc się z nim spotkać, odmawiania sobie obfitości życia, żeby mogli być razem. Przyklepywania bylejakości i marazmu. Po miesiącach, latach cierpliwego czekania jej gniew mówi: albo dojdziesz do mnie, albo idę sama. On mówi: za dużo wymagasz ode mnie, nie akceptujesz mnie takiego, jakim jestem. On słucha głową, nie słyszy jej serca, nie chce czuć swojego, bo musiałby poczuć swoje rany, wstyd, poczucie winy, furię, wstyd, pustkę i przerażenie które sprawiłyby, że znów czułby się jak mały chłopiec. Woli udawać, że nim nie jest. Woli nie czuć.

Ona wyciąga swój miecz i mówi: zdecyduj się!

On nie umie, nie chce, nie decyduje.

Więc ona decyduje. I odchodzi.

A on zostaje. I jeśli ma w sobie wystarczająco woli życia, przestanie racjonalizować, szukać powodów, rozwiązań — zrobi wszystko, żeby poczuć i dać temu czuciu spalić go na popiół. Po to, żeby mógł odrodzić się nowy — prawdziwszy i piękniejszy.

 — -

NIEDOJRZAŁOŚĆ

To mogą być różne rzeczy. Zamknięte serce i brak połączenia. To może być dominacja. Nie branie odpowiedzialności za siebie, relacje z partnerką, dziećmi, za swoje życie. To może być brak kręgosłupa, zdecydowania i decyzyjności. Bujanie w chmurach, albo tak mocne stanie na ziemi, że nie ma miejsca na wyobraźnię i zabawę. Brak spójności wewnętrznej, nie podążanie za swoją duszą i sercem. Ciągłe podążanie za osobistym spełnieniem zamiast dotknąć aspektu dawania, dzielenia się, pracy na rzecz czegoś większego od nas.

To wszystko i więcej jest Twoją (moją, naszą) niedojrzałością.

 — -

CZY TO ZNACZY, ŻE ONE NAS NIE AKCEPTUJĄ I NIE KOCHAJĄ TAKIMI, JAKIMI JESTEŚMY?

Nie!

TO nie jest tak, że ona nie akceptuje Ciebie! Ona nie akceptuje konkretnych Twoich zachowań.

TO nie jest tak, że ona nie chce być z Tobą i Ciebie odrzuca! Ona nie chce być z niedojrzałym chłopcem.

Ona łaknie CIEBIE, pożąda CIEBIE! Tęskni za TOBĄ! Każda jej komórka chce TWOJEJ miłości!

I jednocześnie nie chce już dłużej marnować cennych minut życia będąc z Twoim cieniem, Twoją skorupą, czekając aż się obudzisz. Aż będziesz rzygać powierzchownością swojego życia i zdecydujesz się ruszyć w epicką podróż przez mroki i podziemia do centrum samego siebie i swojego serca.

Ona nie chce, żebyś teraz, nagle stał się idealny i taki, jaki ona wie, że możesz być (a czasem, a nawet często, przesadzony przez jej oczekiwania). Ona chce WIEDZIEĆ (czyli czuć!), że robisz swoją robotę. Że starasz się tak bardzo, jak możesz w tej chwili. I zwykle to oznacza dużo bardziej, niż myślisz, że możesz (albo dużo mniej, jeśli dźwigasz świat na plecach).

Czasami to może oznaczać że przestaniesz trzymać wszystko w kupie, rozpadniesz się i rozłupiesz serce w bezbronnym szlochu.

Czasami to może oznaczać, ze wrzaśniesz z trzewi „dosyć!” i staniesz za sobą i wreszcie zaczniesz używać swojego miecza i kutasa, żeby kształtować i penetrować rzeczywistość.

Rzecz w tym, że paradoksalnie to jest dokładnie to, czego ona chce. Żebyś stanął za sobą. W sobie. W prawdziwym sobie. I z tego miejsca robił, to co czuje Twoje serce i dusza. Nie to, co ona mówi. I często to będzie coś zupełnie innego niż ona mówi, że chce.

Niestety zamiast tego, jeśli już w ogóle stajemy za sobą (a stajemy, bo facetom — starszej daty — jednak wciąż łatwiej okazywać gniew i agresję niż strach, smutek i bezsilność), to tak często stajemy za swoim fałszywym „ja”, za swoim wizerunkiem i swoją strefą komfortu, a potem mamy pretensje, że ona tego nie docenia.

Tak naprawdę często wystarczy jej zwykła nadzieja (nawet złudna), żeby dać Ci kolejny kredyt zaufania. Nawet jeśli od lat toniesz w długach. Tak bardzo w Ciebie wierzy!

I nawet gdy odchodzi, jeśli Cię kocha, w głębi serca bardzo długo jeszcze podlewa nadzieję, że szok odejścia otrzeźwi Cię na tyle, że ruszysz w swoją podróż.

Moja dojrzałość zaczyna się w radykalnie szczerym spojrzeniu na to, gdzie jestem teraz NAPRAWDĘ.

I pozwolić, żeby ta świadomość spaliła mnie pozostawiając tylko to, co prawdziwe i wykuwała mnie jak stal japońskiego miecza samurajów. Wciąż od nowa i od nowa.

— -

Moje niedojrzałe części boją się tego tekstu. Bo jest cholernie mocny i opublikowanie go, sprawia nie mogę udawać, że tak nie jest.
Boję tego tekstu, bo cyklicznie staję przed wrotami transformacji, co pokazuje mi moja partnerka i nie zawsze decyduję się widzieć, jaki to skarb, że mi to pokazuje i często zanim go przyjmę z wdzięcznością, długo odtrącam z pretensjami.
Opublikowanie tego tekstu obliguje mnie do wzięcia za niego odpowiedzialności, na co moje niedojrzałe części srają po gaciach.

Może o tym wiesz, może nie i nie jest to wcale miłe, ale jesteśmy w tym razem. W tym, co w nas piękne i mocne. I w tym, co w nas karłowate, niedojrzałe, tchórzliwe i krzywdzące.
— -

Kobieta pokazuje (często nieświadomie), gdzie mamy robotę do zrobienia.
Robotę możemy zrobić tylko my sami.

Osobiście uważam, że taką robotę najlepiej robić w gronie zadedykowanych sobie mężczyzn.

 

W kategorii: Męskie sprawyRelacje

0 komentarzy do “POZWÓL JEJ ZROBIĆ Z CIEBIE MĘŻCZYZNĘ”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

INICJACJA

PODRÓŻ DO DZIKIEGO, ŻYWEGO ŚWIATA

Twoje dłonie, ciało oczernione ziemią. Leżysz zmęczony, zbolały po dniu pracy na plantacji. Chcesz spać, przytulać się, leżeć otulony w ciszy, może oglądać film albo czytać coś lekkiego – byle już żadnego wysiłku. Ale jest Read more...

Męskie sprawy

Chcesz robić to dobrze, czy chcesz dobrze wyglądać?

— Parę lat temu na zajęciach Aikido w stałym Dojo na Hubskiej u Senseia Piotra Masztalerza. Wrocław Aikikai Chodziłem dwa razy w tygodniu na poranne zajęcia. Tak naprawdę nie przychodziłem dla samego Aikido, tylko dla Read more...

Męskie sprawy

DLACZEGO WARTO CZUĆ?

Niniejszy artykuł mojego autorstwa został opublikowany oryginalnie na stronie Festiwalu Wibracje Jak oswoić smoka: dlaczego warto czuć?     „Wypieranie uczuć jest niszczycielskim procesem, który ogranicza i zmniejsza wewnętrzny puls życia, wewnętrzną żywotność i stan Read more...