„WYSTARCZY” I ŁOWIENIE RYB NA TONGA


„Kiedy wystarczy? Kiedy możesz stwierdzić że pół miliona, milion wystarczy?”

Film „Korporacja”. Pytanie do właściciela firmy Nike w kontekście wyzyskujących miejscową ludność fabryk ubrań w krajach trzeciego świata.

fot. Tafahi, ja, Lino, nasi synowie, po powrocie z Kościoła.

Mój pierwszy raz łowienia wędką ryb na rafie nocą. Tafahi, Wyspa Góra w Królestwie Tonga.

Miałem wspaniałego nauczyciela: mojego przyjaciela – Lino Fakaosi. Prawdopodobnie najbardziej sprawny fizycznie i zespolony z miejscem człowiek, jakiego poznałem w życiu. Wspaniały łowca i farmer. Nazywałem go ze śmiechem czasem „Lahi Menem” – lahi to po tongijsku „dużo”, „wielki”. Jak już coś robił, miało mieć to rozmach. Jak łowić ryby – to też dużo.

Przez prawie siedem godzin przy świetle księżyca przemierzaliśmy rafę w poszukiwaniu ryb pływających w basenach powstających w godzinach odpływu. Fizycznie bardzo wymagające doświadczenie, miejscami niebezpieczne.

Za pierwszym razem złowiłem 10 ryb (Lino nakładał mi przynętę na haczyk – złapane przez niego kraby Kama Kama). Dużych, małych, średnich.

Miałem przy tym myśli, że „Jezu, tyle pracy dla 10 ryb? Mógłbym je kupić za godzinę lub kilka mojej pracy w Polsce.” A jednak było coś niezwykłego i potężnego w samym doświadczeniu i poczuciu, że razem z Lino zdobywamy pożywienie nie tylko dla siebie i mojej rodziny, ale dla całej wioski!

Lino oczywiście złapał ryb dużo więcej.

Tak było za pierwszym razem łowienia ryb na wędkę.

Kolejne kilka razy nie było mniej godzin, ani mniej pracy, za to były tylko dwie ryby. Dwie złowione ryby, kilka razy pod rząd. Zwykle złowione przez pierwszą godzinę. A potem nic. Niezależnie od tego, co robiłem, jaki mindset miałem w głowie. Wizualizowałem, medytowałem, prosiłem, groziłem, obrażałem się, byłem ofiarą, ratownikiem i katem. Nada. Stałem obok Lino, wydawało się, że robiłem to samo, co on (kolejne razy ja sam łapałem kraby i sam je nakładałem na haczyk), i ja nic, a on wyciągał rybę za rybą. Jak to możliwe?! Czemu?! – zazwyczaj kończyłem z wielką frustracją, w dodatku umęczony, z dawno przekroczonymi granicami fizycznymi, w konsekwencji czego wylewając potem gniew na rodzinę.

Mógłbym temu nie nadawać znaczenia. Ale nadałem. Najpierw to było coś w stylu: „coś ze mną nie tak”, „Ocean mnie nie lubi”, „Lino zna sekret, ale nie chce mi powiedzieć”, też wielce prawdopodobne „nie umiem łowić ryb”. itp.

I wreszcie przyszła historia, która zmieniła obraz gry. I cały ten proces stał się niezwykłą lekcją o obfitości i zaufaniu do wyspy i oceanu:

„Łowiłem tyle i w takim czasie, bo to było dla nas wystarczająco.”

Te dwie ryby, zwykle duże, w zupełności wystarczały dla naszej rodziny (nie mieliśmy lodówek). Nie musieliśmy zabijać więcej niż to.

Lino miał żonę i czwórkę chłopaków plus łowił ryby dla całej wioski. On też łowił wystarczająco na swoje potrzeby.

Ja mogłem po godzinie wrócić do domu, nie przeć na zabijanie innych Istot tylko dlatego, że ktoś inny obok mnie zabijał ich więcej niż ja, bez wyraźnego dla mnie powodu. Tylko dlatego, żeby coś udowodnić – sobie, jemu, innym.

Mogłem kończyć we wdzięczności za dary oceanu i Wyspy i życia tych stworzeń. W uświęceniu życia i mojego udziału w jego kole, rytmie. Z wdzięcznością, za to, co dostałem. Bo przecież dostałem tak wiele! Tyle, ile potrzebowaliśmy!

Ta historia odwróciła proporcje i dała mi zupełnie nowe możliwości.

Zaufania życiu, że zawsze da mi to i tyle, czego i ile naprawdę potrzebuje.

I że nie muszę wymuszać i tworzyć i używać tych wszystkich zaawansowanych technologii, żeby mieć to, co chcę i wydaje mi się, że potrzebuje.

Mógłbym pisać wiele o tym, jak to się przekłada na moje, nasze życia. Ale możesz to zrobić sam, sama.

Ile to „wystarczy”?

Oj, niełatwa to dla mnie praktyka.

W kategorii: Teksty z Tonga

0 komentarzy do “„WYSTARCZY” I ŁOWIENIE RYB NA TONGA”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

INICJACJA

PODRÓŻ DO DZIKIEGO, ŻYWEGO ŚWIATA

Twoje dłonie, ciało oczernione ziemią. Leżysz zmęczony, zbolały po dniu pracy na plantacji. Chcesz spać, przytulać się, leżeć otulony w ciszy, może oglądać film albo czytać coś lekkiego – byle już żadnego wysiłku. Ale jest Read more...

Teksty z Tonga

DZIEŃ Z ŻYCIA W WIOSCE

DZIEŃ W WIOSCE (NA POŁUDNIOWYM PACYFIKU) — — Leżymy z Beatką z głowami na progu naszej małej fale (chatki 2,5 x 3 m z drewnianym szkieletem i z blachy), patrzymy w gwiazdy, zmęczeni i szczęśliwi. Read more...

Teksty Inspiracje

O STRASZNYCH DECYZJACH, KTÓRYCH CHCEMY

O STRASZNYCH DECYZJACH, KTÓRYCH CHCEMY — Pomyśl sobie, że miałabyś teraz zostawić całe swoje życie, wziąć tylko rodzinę i pojechać na wiele miesięcy z biletem w jedną stronę do jakiegoś dziwnego królestwa dosłownie na drugim Read more...