JA NIE JESTEM JEDNYM Z NICH

Przychodzę dziś z takim tematem.

Poczucia inności.

Od naszego rodu, rodziny, przodków, kultury.

Odszczepienia, odrębności, bycia rodzynkiem, innym, lepszą, gorszą,

Często czarną owcą.


Brakiem przynależności w innych słowach.

To coś, co doświadczałem większość życia u siebie (i wciąż jeszcze) i tak wielu osób wokół – osób, które robiły i robią i są inaczej, niż większość. Osób, które rzadko jeżdżą autostradami mainstreamu kultury i społeczeństwa.

Różnie się to przejawia. Często czują bardziej, też bólu. Widzą więcej, też cienia. Kanalizują wyparte emocje i cienie rodziny,  i jeśli nie trafią na zdrową glebę w miarę zdrowej rodziny stają się kozłami ofiarnymi na ołtarzach rodzinnych patologii.

Gdy ich „inność” nie znajdzie zdrowego miejsca w tkance rodziny, najczęściej nie odnajdują się w zadeklarowanej społecznie rzeczywistości. Często buntują się, walczą, odrzucają tez kulturę, wybierają inne ścieżki, czasem ekstremalne, w zależności od ran, które otrzymali w spadku. Czasem stają się wyklęci.

Prędzej czy później, jeśli mają szczęście i nie zabiją się wcześniej, trafiają na jakieś tradycje duchowe lub nurty rozwoju/terapii, gdzie zaczynają odnajdywać siebie i rozumieć, kim są i na czym polegają ich moce, talenty, dary i przekleństwa. Znajdują podobnych sobie i przestają być tak bardzo samotni w swoim doświadczaniu życia. Tradycyjnie w kulturach mogliby stać się wiedźmami, kapłanami, szamankami, artystami, bardami, opiekunami kultury.

Dziś mamy dla nich, dla nas, ofert tak wiele jak w stołecznym centrum handlowym – festiwali, warsztatów, terapii, szkół, kursów „ceremonii”, itp. itd.

I dobrze! Bardzo dobrze.

A jednak – wygląda na to, że wyruszamy, żeby zdobyć skarb uzdrowienia. Ale rzadko z nim wracamy.

Ostatnio miałem bliższe spotkanie z młodą osobą – taką, jakich jest tak wiele: trudna relacja z przemocowym ojcem i ogólnie z rodziną. Oni racjonalni intelektualiści, normalsi – ona artystyczna dusza, ogromnie wrażliwa, festiwale, sztuka, joga, psychodeliki, itd.

Miała moc i konsekwencje, żeby zrzucić z siebie jarzmo tego, kim „powinna być” i iść swoją drogą . Zaprzestać wielu autoagresywnych zachowań, odciąć się od osób toksycznych wobec niej i zacząć robić to, co chce – co daje jej radość, satysfakcje, co ją wzmacnia i ożywia. Zdobyła moc, żeby żyć życiem takim, jakie chce (ile mogła na dany moment).

Wspaniale! Wielki szacunek dla pracy, którą wykonała. Wiele osób tego nie robi – wielu niszczy siebie i innych w więzieniu mechanizmów przetrwania wziętych ze swoich domów i otoczenia.

To, co mnie uderzyło wtedy, to właśnie jej własne poczucie wyjątkowości jej losu. Poczucie, że jest wyjątkiem ze swojej rodziny, całego rodu (którego nie znała poza dziadkami).

Że tylko ona ma takie dary, zdolności, wrażliwość, duchowe połączenie, takie walki do stoczenia.

Jakby spadła z księżyca, albo ktoś ją podrzucił. Jakby była jakąś rodową genetyczną aberracją.

Nie zaskoczyło mnie to.

Sam tak miałem relatywnie do niedawna i większość ludzi tak miało i ma, których spotkałem na różnych ścieżkach poszukiwań, przede wszystkim duchowych, ale też rozwoju i terapii.

I nic dziwnego. W końcu przecież to poczucie bycia „poza”, „ bycia innymi”, towarzyszyło nam większość życia.

Przez większość życia w poczuciu bycia „gorszymi” albo „lepszymi”, którzy samym swoim istnieniem i innością robią coś nie tak lub nadzieją rodziny, która na barkach nosi jej wybawienie i niespełnione potencjały.

Gdy się było „gorszą” tak łatwo było i jest zamienić tę inność, gdy już odkryjemy moce w niej drzemiące, w „lepszość”, często nieświadomie.

I teraz to JA się odetnę! Teraz już Was nie potrzebuję! Waszej akceptacji, miłości, przynależności. Teraz mam swoich ludzi, swoje festiwale, swoje praktyki duchowe i rośliny zza oceanów. Ja jestem SOBĄ i jest mi dobrze!

Co to robi?

Myślę, że wiele rzeczy, które trudno połączyć przyczyną i skutkiem, gdy się tam jest.

Mi się zdaje, że głównie odcięcie od korzeni. I od wielkiej mocy, która z tego płynie. I od limitów i ograniczeń, które z tego płyną.

Jak wychodzi stworzyć coś „całkowicie od nowa”? Ciekawym przykładem są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. (Więcej o tym mówi Stephen Jenkinson)

Uderzyła mnie ta perspektywa, która kiedyś była dla mnie tak oczywista, a dziś jest tak odrealniona:

Po pierwsze pewność, że ja nie będę tacy, jak oni i że na pewno nie popełnię ich błędów (zwłaszcza rodzicielskich)!

Po drugie, że w całej długiej linii Przodków – moich dziadków, prababek – setek i tysięcy ludzi: tych, co byli dawno, dawno temu, ale też tych, co byli jeszcze przed chwilą– nikt lub prawie nikt nie miał takich darów, takich mocy, potencjałów, takich przeżyć, inteligencji, wrażliwości, rozkmin i poruszeń serca. Że nikt, albo prawie nikt, tyle nie czuł i nie widział.

Niezłe co?

Jak to możliwe?! Skąd my to wzięliśmy?

(No i tutaj odpowiedź zdaje się nasuwać sama: z nieuzdrowionych ran rodzinnych, rodowych, kulturowych)

Przecież jesteśmy stąd! Od nich! Żyjemy na ziemi, w ciałach, duch jest w materii i my jesteśmy ciałami. A nasze ciała z ich ciał. Ich kości w naszych kościach. A nasze ciała podlegają prawom, konsekwencjom i ograniczeniom.

Większość z tego, czego nie chcielibyśmy mieć w sobie jest od nich – z pokolenia na pokolenie niesione. I jakże mogłoby być inaczej z tym, co w nas najlepsze? Z naszymi mocami, potencjałami, talentami? (Z uwzględnieniem naszych unikalnych darów).

Zapytasz być może: To czemu tego nie widać, nie czuć było u nich?  Czemu nie wspierali nas? Nie widzieli? Zamiast tego tak często niszczyli, ranili?

(oczywiście jeśli tak było)

Tylko kiedy ostatni raz w historii Twoich, czy moich Przodków można było robić tę pracę duchową i emocjonalną, którą my możemy teraz robić? Albo kiedy ostatni raz, żyliśmy w żywej kulturze wyrosłej z miejsca, która nie zawstydzała sama siebie (poczytaj Wiesława Myśliwskiego „Kres kultury chłopskiej”)?

Kim byś była, urodzona chłopką na pańszczyźnie? Albo robotnikiem w hucie? Żołnierzem w czasach wojny, albo bogatym panem zanurzonym we wschodzący kapitalizm?

I kto z nas zna historię inną niż ze szkolnych książek, czy książek naukowych. Kto pisał historię z szerszej perspektywy o duchowym życiu zwykłych ludzi ? Np. Chłopów, z których większość z nas pochodzi? Których kultura przede wszystkim była nie dokumentowana, uznawana za gorszą, zawstydzana?

W Europie setki lat zabijano i torturowano ludzi za to, że zajmowali się tym, czym my, ja, dziś. Ta pamięć żyje w naszych ciałach.

To tylko najprostsze i najbliższe tropy i zlepiona z nich mocno uproszczona propozycja innej perspektywy patrzenia.

Co się dzieje, gdy pamięć tego, dlaczego zdecydowaliśmy się zejść do podziemia zostaje zatarta, kultura zostaje skolonizowana, a ciała, serca i dusze podlegają przemocy przez pokolenia?

(świetnie odpowiada na to pytanie film „Eternal Song” i prześledzenie tego procesu u skolonializowanych rdzennych ludów innych kontynentów)

Co jeśli widzimy, doświadczamy tylko wierzchołek góry lodowej ? Przekazywane przez naszych dziadków i rodziców znaki długiego ciągu traum i twardych lekcji o tym, że to nie jest bezpieczne być sobą w swoim ciele – czuć, co się czuje, widzieć, co się widzi, myśleć, co się myśli, robić rzeczy w swoim tempie, popełniać błędy i być, kim się jest?

Udało się w jakimś sensie.

Oni przetrwali, my jesteśmy.

A co gdyby przyjąć perspektywę i jej zaufać na dłuższą chwilę, że wielka miłość płynąca w rodzie i od rodziców do dzieci, nigdy nie zniknęła – nawet na chwilę, na moment, nawet gdy była przykryta przez mrok i cierpienia.

Moje eksperymenty z życiem i badania nienaukowe (choć na całkiem sporej grupie badawczej) miały zawsze ten sam rezultat: Pod tym, co widać – pod mechanizmami przetrwania i reakcjami traumy – zawsze jest zranione ciało czującego człowieka , a pod raną jest Miłość i Życie.

Doświadczałem tego zbyt wiele razy, żeby wciąż w to wątpić.

Co gdyby przyjąć że ich, przodków, miłość – ich dary, talenty – płynęły do nas w kościach, DNA, ciałach? W długim ciągu pokoleń, czekając na lepsze, jaśniejsze czasy? Że jesteśmy dziś, kim jesteśmy, dzięki temu właśnie (Nawet jeśli ich życia rządziły się traumą. Która przecież nie od nich się wzięła i zaczęła)?

Dzięki temu i naszej własnej pracy, odwadze, determinacji…

No to teraz zaryzykuję jeszcze bardziej:  Co gdyby wsparcie, które otrzymywałaś na swojej ścieżce, pochodziło właśnie od nich? Z innego świata, gdzie już trauma nie ma nad nimi władzy?  Że Oni ZAWSZE chcieli, żeby Ci się udało?

(Posłuchaj Malidoma Patrice Some o kontakcie z Przodkami)

I być może… być może też chcą, żebyśmy wrócili do domu.

Bo dzięki drodze, którą przeszłaś możesz (możesz?) spojrzeć sercem na to, co było. Poczuć i widzieć szerzej i dalej. Bo być może oni też Ciebie potrzebują. Tak samo jak Ty ich. Być może sieci życia i Twojego rodu potrzebują Twoich darów i doświadczeń dla uzdrowienia. Być może Ty i Twoja inność przynależycie, jesteście ważni, potrzebni. I zawsze tak było.

To nie znaczy nie czuć emocji, które czujemy. To nie znaczy wybaczać bez uznania swoich ran, wyrażenia uczuć i stawiania granic. To nie znaczy być w relacjach, które są toksyczne albo robienia rzeczy, których nie chcemy i pozwalanie na rzeczy, które nas ranią. To nie znaczy być naiwnym. Przeciwnie.

Myślę, że to oznacza wziąć to, że jesteśmy kimś i skądś.  Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

I czerpać z tego Moc i połączenie z Siecią Życia.


Być może są tam też okruchy kultury, rytuałów, obrzędów i duchowości, które nie są tylko o Tobie i o mnie. Duchowości i mądrości, która wyrasta z ziemi, z której my pochodzimy. Okruchy, które czekają aż je podniesiemy. Być może.

Ale to na inny raz.

TEKSTY I NAGRANIA UZUPEŁNIAJĄCE:

„Korzenie, Sieć Życia i Nasi Zmarli” – https://marcinszot.com/2025/11/23/korzenie-pamiec-siec-zycia-i-nasi-zmarli/

„O Przodkach i Męskiej Wrażliwości”  – https://marcinszot.com/2020/01/22/o-przodkach-i-meskiej-wrazliwosci/

Wiesław Myśliwski „Kres Kultury Chłopskiej” – (google)

Malidoma Patrice Some – https://www.youtube.com/watch?v=io28LgxYRf0&t=27s

Stephen Jenkinson – https://www.youtube.com/watch?v=fq2vUTL4shc


0 komentarzy do “NIE JESTEM JEDNYM Z NICH”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

Teksty Inspiracje

Pasja

Dzisiaj zainspirował mnie Kuba. Kuba siedzi na drewnianym krześle w kuchni swojego mieszkania we Wrocławiu i opowiada. O bębnach, o sztuce, o nauce, o słuchaniu, o życiu. Dosłownie, metaforycznie. Z każdej strony, jak tylko chcesz. Read more...

Teksty Inspiracje

Miłość

Noc. Tuż przed północą. Zadzwoniłem do rodziców. Zasypiali. Powiedziałem, że bardzo ich kocham. Wcześniej siedziałem na kanapie z półprzymkniętymi oczami. Gapiłem się w niebo. Widziałem gwiazdy przysłonięte chmurami. Zobaczyłem siebie w długim, nieskończonym rzędzie moich Read more...

Teksty Inspiracje

Aikido

Od niedawna ćwiczę Aikido. To sztuka walki pochodząca z Japonii. Polega głównie na obronie przy użycia siły atakującego. To przede wszystkim rzuty i dźwignie oraz praca z drewnianą imitacją broni. Po jednym treningu Krav-magi (niezwykle Read more...